poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 7

Ubrałam się w piżamę, którą mi zakupił Justin, umyłam zęby i weszłam do mojego pokoju. Z biurka wzięłam telefon, poobracałam go w ręcę i wybrałam podany numer.
- Dobry wieczór tu [T.i] [T.n]. Zadzwoniłam, aby się spytać jak z Emilem [T.n]. – powiedziałam i niecierpliwie czekałam na odpowiedź.
- Sala dwieście dwa, prawda? Niestety, ale mamy dla pani złe wieści. – Nie mogłam się ruszyć, dostałam nagłego skurczu brzucha i zachciało mi się wymiotować. – Pacjent jest w stanie ciężkim. Podejrzewamy ,że do kolano się zakaziło. To znaczy, że go wyleczymy w minimalnie dwa tygodnie.
Dwa tygodnie?!
Odchrząknęłam. – Ale będzie mógł być odwiedzany, prawda? – spytałam się lekarza z nadzieją w głosie
- Przez najbliższy tydzień nie. Zadzwonimy jak będzie już miał pozwolenie na gości, dobrze? Teraz muszę kończyć, idę przeprowadzić ważną operację. Do widzenia.
- Do widzenia. –Powiedziałam, ale zdałam sobie sprawę ,że już się rozłączył.
Rzuciłam telefon na kanapę. Podeszłam zawiedziona do okna. Wychyliłam się, może ciut za bardzo.
Niebo było ciemne, na niebie było kilka większych gwiazd. Lecz światło z domu rozpraszało uwagę od gwiazd. Zacisnęłam palce na parapecie. Spojrzałam na zegar, wiszący koło drzwi i okazało się, że jest już dziesiąta w nocy.
Poszukałam gdzieś po pokoju czegoś do czytania. Znalazłam jakąś książkę.
„ Czarny łabędź”
Otworzyłam ją i zaczęłam czytać. Po kilku zdaniach się jednak rozmyśliłam i odłożyłam książkę na miejsce. Zaczęłam się bawić koszulką do spania.
Pomyślałam o ojcu. Ciekawe, czy się nawet zorientował, że jego dzieci od zimy nie ma w domu. Minęły około dwie pory roku. Może nawet już nie żyje. Miałam taką nadzieję.
Miałam nadzieję, że jego ciało gdzieś gnije i się robaczy.
Położyłam się na dwuosobowym łóżku i zamknęłam oczy.
Przez całą noc się budziłam, widząc  ciało mamy, aż w końcu nie wytrzymałam i wstałam z łóżka.
Zapaliłam lampkę. Była czwarta w nocy. Postanowiłam sprawdzić, czy Justin śpi.
Ostrożnie, jak najciszej potrafiłam uchyliłam drzwi do jego pokoju. Przyglądałam mu się tak przez dłuższą chwilę, aż w końcu po prostu weszłam do jego pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi i podeszłam do niego. Uklęknęłam, po czym usiadłam na kolanach i mu się przyglądałam. Wyglądał tak pięknie, gdy spał. Dotknęłam palcem wskazującym jego lewego oka.
Przejechałam po jego brwiach, po ustach.
Nie miałam już wcale ochoty spać. Byłam zmęczona, ale i tak bym nie zasnęła. Usiadłam więc na fotelu. Poruszył się.
- Justin? –wyszeptałam cicho. Chciałam tylko zobaczyć czy śpi, nie chciałam go obudzić. Niestety się nie odezwał. Skuliłam więc nogi i objęłam je rękoma. Rozglądałam się po pokoju. Był dość duży, trochę większy od mojego. Po obu stronach łóżka znajdowały się jasne półki, na których leżały książki. Z okna do pokoju wpadał blask księżyca.  Zakręciło mi się w nosie i kichnęłam.
Niech to…
Justin się poruszył. Ręką zakryłam usta, tak bym nie mogła niczego powiedzieć.
- [T.i]… - Wyszeptał zmęczony. Przewrócił się tak, że leżał teraz znowu bokiem do mnie. – Nie możesz spać? – spytał się zmęczonym głosem
Przekręciłam głową, na znak ,że nie, ale przypomniałam sobie, że jest ciemno i nie może mnie zobaczyć, więc szybko dodałam –Nie.
- Jak chcesz to do połóż się koło mnie.
Nie chcę. Jednak nie chcąc ranić jego uczuć do niego podeszłam i wdrapałam się na łóżko koło niego.
Leżałam tak i nadal nie mogłam zasnąć. On to zauważył. Oczy miał otwarte.
- O czym myślisz? – spytałam się go
- O tobie. – Nerwowo przygryzłam wargę.
Objął mnie i do siebie przycisnął. Podobało mi się to. Czułam w sobie jego energię. Czułam się taka silna. 

Zamknął oczy. Ja się w niego wpatrywałam, niczym malarz w obraz. Tyle że obrazy nie mogą kogoś tak trzymać. Zamknęłam oczy i wtuliłam się w jego ręce. On objął mnie mocniej, tak, że byłam całkiem bezpieczna. Słyszałam bicie jego serca. I mojego. Jedno było nierówne, zestresowane. Drugie było równomierne i spokojne. To drugie działało na mnie kojąco, uspakajająco. Było niczym kołysanka do snu dla małego dziecka. Wkrótce zasnęłam w jego ramionach. 

2 komentarze: