Ubrałam się w piżamę, którą mi zakupił Justin, umyłam
zęby i weszłam do mojego pokoju. Z biurka wzięłam telefon, poobracałam go w
ręcę i wybrałam podany numer.
- Dobry wieczór tu [T.i] [T.n]. Zadzwoniłam, aby się spytać
jak z Emilem [T.n]. – powiedziałam i niecierpliwie czekałam na odpowiedź.
- Sala dwieście dwa, prawda? Niestety, ale mamy dla pani
złe wieści. – Nie mogłam się ruszyć, dostałam nagłego skurczu brzucha i
zachciało mi się wymiotować. – Pacjent jest w stanie ciężkim. Podejrzewamy ,że do
kolano się zakaziło. To znaczy, że go wyleczymy w minimalnie dwa tygodnie.
Dwa tygodnie?!
Odchrząknęłam. – Ale będzie mógł być odwiedzany, prawda? –
spytałam się lekarza z nadzieją w głosie
- Przez najbliższy tydzień nie. Zadzwonimy jak będzie już
miał pozwolenie na gości, dobrze? Teraz muszę kończyć, idę przeprowadzić ważną
operację. Do widzenia.
- Do widzenia. –Powiedziałam, ale zdałam sobie sprawę ,że
już się rozłączył.
Rzuciłam telefon na kanapę. Podeszłam zawiedziona do okna.
Wychyliłam się, może ciut za bardzo.
Niebo było ciemne, na niebie było kilka większych gwiazd.
Lecz światło z domu rozpraszało uwagę od gwiazd. Zacisnęłam palce na parapecie.
Spojrzałam na zegar, wiszący koło drzwi i okazało się, że jest już dziesiąta w
nocy.
Poszukałam gdzieś po pokoju czegoś do czytania. Znalazłam
jakąś książkę.
„ Czarny łabędź”
Otworzyłam ją i zaczęłam czytać. Po kilku zdaniach się
jednak rozmyśliłam i odłożyłam książkę na miejsce. Zaczęłam się bawić koszulką
do spania.
Pomyślałam o ojcu. Ciekawe, czy się nawet zorientował, że
jego dzieci od zimy nie ma w domu. Minęły około dwie pory roku. Może nawet już
nie żyje. Miałam taką nadzieję.
Miałam nadzieję, że jego ciało gdzieś gnije i się
robaczy.
Położyłam się na dwuosobowym łóżku i zamknęłam oczy.
Przez całą noc się budziłam, widząc ciało mamy, aż w końcu nie wytrzymałam i
wstałam z łóżka.
Zapaliłam lampkę. Była czwarta w nocy. Postanowiłam
sprawdzić, czy Justin śpi.
Ostrożnie, jak najciszej potrafiłam uchyliłam drzwi do
jego pokoju. Przyglądałam mu się tak przez dłuższą chwilę, aż w końcu po prostu
weszłam do jego pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi i podeszłam do niego.
Uklęknęłam, po czym usiadłam na kolanach i mu się przyglądałam. Wyglądał tak
pięknie, gdy spał. Dotknęłam palcem wskazującym jego lewego oka.
Przejechałam po jego brwiach, po ustach.
Nie miałam już wcale ochoty spać. Byłam zmęczona, ale i
tak bym nie zasnęła. Usiadłam więc na fotelu. Poruszył się.
- Justin? –wyszeptałam cicho. Chciałam tylko zobaczyć czy
śpi, nie chciałam go obudzić. Niestety się nie odezwał. Skuliłam więc nogi i
objęłam je rękoma. Rozglądałam się po pokoju. Był dość duży, trochę większy od
mojego. Po obu stronach łóżka znajdowały się jasne półki, na których leżały
książki. Z okna do pokoju wpadał blask księżyca. Zakręciło mi się w nosie i kichnęłam.
Niech to…
Justin się poruszył. Ręką zakryłam usta, tak bym nie
mogła niczego powiedzieć.
- [T.i]… - Wyszeptał zmęczony. Przewrócił się tak, że
leżał teraz znowu bokiem do mnie. – Nie możesz spać? – spytał się zmęczonym
głosem
Przekręciłam głową, na znak ,że nie, ale przypomniałam
sobie, że jest ciemno i nie może mnie zobaczyć, więc szybko dodałam –Nie.
- Jak chcesz to do połóż się koło mnie.
Nie chcę. Jednak nie chcąc ranić jego uczuć do niego
podeszłam i wdrapałam się na łóżko koło niego.
Leżałam tak i nadal nie mogłam zasnąć. On to zauważył.
Oczy miał otwarte.
- O czym myślisz? – spytałam się go
- O tobie. – Nerwowo przygryzłam wargę.
Objął mnie i do siebie przycisnął. Podobało mi się to.
Czułam w sobie jego energię. Czułam się taka silna.
Zamknął oczy. Ja się w niego wpatrywałam, niczym malarz w
obraz. Tyle że obrazy nie mogą kogoś tak trzymać. Zamknęłam oczy i wtuliłam się
w jego ręce. On objął mnie mocniej, tak, że byłam całkiem bezpieczna. Słyszałam
bicie jego serca. I mojego. Jedno było nierówne, zestresowane. Drugie było
równomierne i spokojne. To drugie działało na mnie kojąco, uspakajająco. Było
niczym kołysanka do snu dla małego dziecka. Wkrótce zasnęłam w jego ramionach.
suuupeeer...<3
OdpowiedzUsuńDzięki (:
Usuń