poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 2

Spróbowałam otworzyć oczy. Nie potrafiłam. Słyszałam jakieś szmery, ale były zbyt ciche, by je usłyszeć. Słyszałam nieregularne odgłosy pikania.  Ludzie rozmawiali coraz głośniej. Wychwyciłam pojedyncze słowa, takie jak „Nie”, „Jutro” i „wychodzę”. 
- Hej.- usłyszałam nade mną głos
Otworzyłam oczy.
Na początku była tylko jasność, ale potem zauważyłam kontury twarzy. Z upływem czasu zaczęłam rozpoznawać kolory. Minęła minuta, odkąd mogłam widzieć prawie normalnie.
- Gdzie jest Emil? –spytałam, a samo wydawanie dźwięku zadawało ból
Już widziałam całkiem normalnie. Chłopak miał piękne brązowe oczy  i włosy.
- Kto to Emil? – spytał, a ja poczułam zapach mięty
- Mój młodszy brat- wyszeptałam
- Jeśli mówisz o tym małym chłopcu, to jest bezpieczny. Nic mu się nie stało.
- Co mi się stało?
- Nie wiem –powiedział chłopak i spojrzał na urządzenie, które chyba służyło do mierzenia bicia serca. – Zawołam pielęgniarkę.
Wydałam z siebie ciche jęknięcie, a chłopak to chyba usłyszał.
- Coś cię boli? – spytał się mnie ze współczuciem w głosie. Samym mówieniem, działał tak, że serce mi przyśpieszyło rytm. Był taki słodki.
- Nie odchodź.- powiedziałam. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, żeby tak powiedzieć. Wydawał się mnie rozumieć, znać moją historię.
- Dobrze, nie odejdę. –uśmiechnął się, a pikanie znowu przyśpieszyło. – Ale zawołam pielęgniarkę. A ty idź  spać, bo jesteś w naprawdę złym stanie. 
Momentalnie zamknęłam oczy i usnęłam. Przed zaśnięciem usłyszałam cichy śmiech tajemniczego chłopaka.
Obudziłam się nie w szpitalnym łóżku. Było miękkie i wygodne. Leżąc na brzuchu nie otwierałam oczu i pogładziłam lewą ręką pościel. Nagle natknęłam się na jakiś ciepły obiekt. Wrzasnęłam. Otworzyłam oczy i zobaczyłam ciało mamy, które przyłożyło mi palec do ust. Nie mogłam się ruszać.
Zaraz. Zmarłe ciała nie mogą dotykać siedemnastolatek.
Mrugnęłam i zobaczyłam ów chłopaka. Otworzyłam usta, by zadać pytanie, lecz on odpowiedział na inne. Położyłam się. On też.
- Zabrałem cię ze szpitala,  okazało się, że jesteś tylko w szoku pourazowym. Już mogę cię zawieść do domu. A Emil jest bezpieczny.
- Ale… - zająkałam
Chłopak się na mnie spojrzał z zainteresowaniem i zadałam nie to pytanie, które chciałam zadać. Usiadłam na łóżku i o dziwo nie zabolało.
- Kim jesteś?
Uśmiechnął się, jak anioł.
- Naprawdę nie wiesz? – uśmiechnął się jeszcze szerzej
- A powinnam widzieć? – spojrzałam na jego leżące ciało, próbując nie zwracać uwagi na jego umięśnioną klatę. Spojrzałam mu prosto w oczy. Miałam ochotę go dotknąć. Zacisnęłam zęby.
- Jestem Justin, możesz na mnie mówić Biebs jak menadżer.
- Jak to menadżer?
- Widzisz, [T.i], ja nie jestem jak inni. Znaczy…Jestem ,ale prawie wszyscy mnie znają. Jestem piosenkarzem.
Nagle mnie olśniło.
-To ciebie widziałam w galerii!- Wykrzyknęłam, głośniej niż powinnam. Zarumieniłam się.
- Bardzo możliwe. To mam cię zawieść do domu?
Próbowałam się uśmiechnąć, lecz mi to nie wyszło.
- Widzisz…Justin, ja…  - wybuchłam płaczem.
- Ciiiii- dotknął moich rozczochranych i zniszczonych włosów i zebrał je za tył mojej głowy. – Opowiedz mi, o co chodzi? – spojrzał mi się tak głęboko w oczy, że nie mogłam ulec jego spojrzeniu i go pocałowałam. Momentalnie się oderwałam od niego ,a on, zakłopotany podrapał się po plecach. Podeszłam do okna i się z niego wychyliłam. Zauważyłam, że budynek w którym jesteśmy jest ogromny. Przerażająco wielki.
Odwróciłam się do niego i zauważyłam, że Justin patrzy się na mnie. 
Podeszłam do niego.
Krok po kroku. Jakbym zdawała test. Ostrożnie.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam opowiadać o mnie, o tym, że nie mam już domu, że uciekłam z niego razem z Emilem w zimę, że moja mama nie żyje. Powiedziałam nawet, że mój ojciec ją zabił. Ufałam Justinowi, jak nikomu. Bo niby komu miałam ufać? Mieszkając na ulicy, nie można nic powiedzieć do zamożnych ludzi. Oni nas nie rozumieli, oni już to wszystko mieli. Nie musieli kraść, by mieć jedzenie. Pewnie uważaliby mnie za brudnego złodzieja. W sumie nim byłam…
- [T.i], ale kochana, możesz tu zamieszkać, mogę ci kupić dom, jedzenie, wszystko co potrzebne. Co tylko chcesz.
- Ale ja nie chcę niczego.
- Jak to nie chcesz? – Justin nieco przekrzywił głowę, przez co wyglądał bardzo seksownie.
- Przepraszam, że cię pocałowałam. –odwróciłam wzrok.  Przez moment wydawało mi się, że się wścieknie, że mnie uderzy, jak to zawsze robił mój ojciec. Ale on mnie tylko przytulił i wyszeptał do ucha zdanie. Zdanie, którego nigdy nie usłyszałam, a jednak wiedziałam co ono oznacza.
Powiedział „Zależy mi na tobie.”



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz