Spróbowałam otworzyć oczy. Nie potrafiłam. Słyszałam
jakieś szmery, ale były zbyt ciche, by je usłyszeć. Słyszałam nieregularne
odgłosy pikania. Ludzie rozmawiali coraz
głośniej. Wychwyciłam pojedyncze słowa, takie jak „Nie”, „Jutro” i „wychodzę”.
- Hej.- usłyszałam nade mną głos
Otworzyłam oczy.
Na początku była tylko jasność, ale potem zauważyłam
kontury twarzy. Z upływem czasu zaczęłam rozpoznawać kolory. Minęła minuta,
odkąd mogłam widzieć prawie normalnie.
- Gdzie jest Emil? –spytałam, a samo wydawanie dźwięku zadawało
ból
Już widziałam całkiem normalnie. Chłopak miał piękne
brązowe oczy i włosy.
- Kto to Emil? – spytał, a ja poczułam zapach mięty
- Mój młodszy brat- wyszeptałam
- Jeśli mówisz o tym małym chłopcu, to jest bezpieczny.
Nic mu się nie stało.
- Co mi się stało?
- Nie wiem –powiedział chłopak i spojrzał na urządzenie,
które chyba służyło do mierzenia bicia serca. – Zawołam pielęgniarkę.
Wydałam z siebie ciche jęknięcie, a chłopak to chyba
usłyszał.
- Coś cię boli? – spytał się mnie ze współczuciem w
głosie. Samym mówieniem, działał tak, że serce mi przyśpieszyło rytm. Był taki
słodki.
- Nie odchodź.- powiedziałam. Nie wiem co mi strzeliło do
głowy, żeby tak powiedzieć. Wydawał się mnie rozumieć, znać moją historię.
- Dobrze, nie odejdę. –uśmiechnął się, a pikanie znowu
przyśpieszyło. – Ale zawołam pielęgniarkę. A ty idź spać, bo jesteś w naprawdę złym stanie.
Momentalnie zamknęłam oczy i usnęłam. Przed zaśnięciem usłyszałam
cichy śmiech tajemniczego chłopaka.
Obudziłam się nie w szpitalnym łóżku. Było miękkie i
wygodne. Leżąc na brzuchu nie otwierałam oczu i pogładziłam lewą ręką pościel.
Nagle natknęłam się na jakiś ciepły obiekt. Wrzasnęłam. Otworzyłam oczy i
zobaczyłam ciało mamy, które przyłożyło mi palec do ust. Nie mogłam się ruszać.
Zaraz. Zmarłe ciała nie mogą dotykać siedemnastolatek.
Mrugnęłam i zobaczyłam ów chłopaka. Otworzyłam usta, by
zadać pytanie, lecz on odpowiedział na inne. Położyłam się. On też.
- Zabrałem cię ze szpitala, okazało się, że jesteś tylko w szoku
pourazowym. Już mogę cię zawieść do domu. A Emil jest bezpieczny.
- Ale… - zająkałam
Chłopak się na mnie spojrzał z zainteresowaniem i zadałam
nie to pytanie, które chciałam zadać. Usiadłam na łóżku i o dziwo nie zabolało.
- Kim jesteś?
Uśmiechnął się, jak anioł.
- Naprawdę nie wiesz? – uśmiechnął się jeszcze szerzej
- A powinnam widzieć? – spojrzałam na jego leżące ciało,
próbując nie zwracać uwagi na jego umięśnioną klatę. Spojrzałam mu prosto w
oczy. Miałam ochotę go dotknąć. Zacisnęłam zęby.
- Jestem Justin, możesz na mnie mówić Biebs jak menadżer.
- Jak to menadżer?
- Widzisz, [T.i], ja nie jestem jak inni. Znaczy…Jestem
,ale prawie wszyscy mnie znają. Jestem piosenkarzem.
Nagle mnie olśniło.
-To ciebie widziałam w galerii!- Wykrzyknęłam, głośniej
niż powinnam. Zarumieniłam się.
- Bardzo możliwe. To mam cię zawieść do domu?
Próbowałam się uśmiechnąć, lecz mi to nie wyszło.
- Widzisz…Justin, ja…
- wybuchłam płaczem.
- Ciiiii- dotknął moich rozczochranych i zniszczonych
włosów i zebrał je za tył mojej głowy. – Opowiedz mi, o co chodzi? – spojrzał mi
się tak głęboko w oczy, że nie mogłam ulec jego spojrzeniu i go pocałowałam.
Momentalnie się oderwałam od niego ,a on, zakłopotany podrapał się po plecach. Podeszłam
do okna i się z niego wychyliłam. Zauważyłam, że budynek w którym jesteśmy jest
ogromny. Przerażająco wielki.
Odwróciłam się do niego i zauważyłam, że Justin patrzy
się na mnie.
Podeszłam do niego.
Krok po kroku. Jakbym zdawała test. Ostrożnie.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam opowiadać o mnie, o tym, że
nie mam już domu, że uciekłam z niego razem z Emilem w zimę, że moja mama nie
żyje. Powiedziałam nawet, że mój ojciec ją zabił. Ufałam Justinowi, jak nikomu.
Bo niby komu miałam ufać? Mieszkając na ulicy, nie można nic powiedzieć do
zamożnych ludzi. Oni nas nie rozumieli, oni już to wszystko mieli. Nie musieli
kraść, by mieć jedzenie. Pewnie uważaliby mnie za brudnego złodzieja. W sumie
nim byłam…
- [T.i], ale kochana, możesz tu zamieszkać, mogę ci kupić
dom, jedzenie, wszystko co potrzebne. Co tylko chcesz.
- Ale ja nie chcę niczego.
- Jak to nie chcesz? – Justin nieco przekrzywił głowę,
przez co wyglądał bardzo seksownie.
- Przepraszam, że cię pocałowałam. –odwróciłam wzrok. Przez moment wydawało mi się, że się wścieknie,
że mnie uderzy, jak to zawsze robił mój ojciec. Ale on mnie tylko przytulił i
wyszeptał do ucha zdanie. Zdanie, którego nigdy nie usłyszałam, a jednak
wiedziałam co ono oznacza.
Powiedział „Zależy mi na tobie.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz