niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 9

Wyszliśmy z domu. Miałam na sobie bluzę z kapturem, by nikt mnie nie mógł zauważyć. Nie widziałam nic, bo to Justin mnie prowadził, ale z odgłosów wywnioskowałam, że stoi tam bardzo dużo ludzi. Przepychaliśmy się przez ich tłum
- Wejdź. –powiedział. Dotknęłam jedną ręką samochodu i ostrożnie do niego weszłam. Nadal miałam na sobie kaptur i zakrywałam twarz. Justin usiadł koło mnie, zatrzasnął drzwi i pocałował mnie w policzek.
- Możesz już zdjąć kaptur. –wyszeptał.
Otworzyłam oczy. Siedziałam na ogromnej kanapie. W limuzynie. Przed nami stał stolik, a nad nim wisiała wielka kula dyskotekowa. Było mnóstwo wolnej przestrzeni.
- Jestem zmęczona. –poskarżyłam się
- Śpij, śpij. Dojedziemy dopiero za kilka godzin.
Spojrzałam jeszcze na niego, chcąc ujrzeć jego cudowną twarz, po czym położyłam nogi na siedzeniu, a głowę  położyłam na jego kolanach. Zamknęłam oczy.
Justin zaczął się bawić moimi włosami. Trochę mi było niewygodnie.
Przewróciłam się na plecy. Oczy miałam otwarte. Widziałam, że znowu stukał w swój telefon.
W końcu znowu usiadłam.
- Justin, czy ktoś nas może widzieć przez te szyby?
Odłożył telefon i spojrzał na mnie.
- Nie, dlaczego pytasz? Kierowca nas też nie widzi, drzwi są zablokowane.
Ujęłam jego twarz w dłonie. Kciukiem przejechałam po jego ustach. On mnie posadził na swoich kolanach. Czule mnie pocałował. Czułam jego ciepłe wargi na swoich. Od środka zrobiło mi się gorąco.
- Zaśpiewaj coś. Proszę. –powiedziałam
- Na przykład co? – uśmiechnął się i pokazał mi swoje perfekcyjnie białe zęby.
- Cokolwiek.
Gdy śpiewał serce mi stanęło do gardła. Głos miał jak anioł. Taki niesamowity głos. I jeszcze ta seksowna chrypa.
- Może być? –zapytał się po wykonaniu utworu. Wpatrywałam się w jego usta, gdy się poruszały.
- Masz fenomenalny głos. Ale nadal mi się chce spać, wybacz.
Zaśmiał się. Jasne, chodź tutaj. Objął mnie rękoma, formując dla mnie coś w typie legowiska. Teraz było mi bardzo wygodnie. Niestety, nie mogłam się delektować tym uczuciem i jego ciepłem, bo prawie momentalnie zasnęłam.
Śniło mi się, że ja i Justin biegaliśmy po polanie, po czym poszliśmy trzymając się za ręce nad jezioro. Pływaliśmy, obcałowywaliśmy  się pod wodą. Nagle Justin zmienił się w mojego ojca.
Obudziłam się i zaczęłam popłakiwać. Justin mnie do siebie migiem przytulił.
- Ciii… Nic się nie stało. Jesteś ze mną. Cichutko, nie płacz. –uspokajał mnie
Udało mi się. Odgonił moje myśli od ojca.
Głowę miałam opartą na jego ramieniu, wdychałam jego przecudowny zapach. Już nie miałam zamiaru spać. Usiadłam więc koło Justina.
- Dziękuję. –powiedziałam
-Za co? –spytał się, wpatrując się w nasze splecione ze sobą dłonie
- Za to. Że tu jesteś. Przy mnie.
- Zawsze będę.
Zawsze. Powiedział „zawsze”. Złożyłam na jego ustach czuły pocałunek.
-Nigdy się nie odwdzięczę. Za ciebie i za to co mi dałeś i… Kocham cię. –wyszeptałam. Teraz byłam tego pewna. Nie mogłam znieść myśli o rozłące. Kochałam go. Tak naprawdę.
-A ja ciebie. – powiedział czule wpatrując się we mnie takim słodkim wzrokiem.
Przymrużyłam oczy. Kręciło mi się w głowie.
- Za ile będziemy? Trochę mi niedobrze od tej jazdy. – Skłamałam. Niedobrze mi było od Justina, bo tu ze mną był. Bo się na mnie patrzył. Bo jego usta dotykały moich.
Wziął do ręki sprzęt wystający ze ściany i przyłożył go do ust.
- Niech się pan zatrzyma przy najbliższym zjeździe do lasu. Bez odbioru.
- Bez odbioru? – zaśmiałam się
- No a co innego miałem powiedzieć? – spytał się swoim przeuroczym głosem
- Mogłeś coś zaśpiewać. – usiadłam na kolanach i oparłam brodę o dłonie.
Spojrzał w górę, a potem w prawo. Następnie na mnie.
Poczułam, że się zatrzymujemy. Justin otworzył drzwi, wyszedł pierwszy a następnie mi przytrzymał, tak bym mogła wysiąść. Wzięłam go za rękę. Czułam się jak księżniczka. Księżniczka ze swoim księciem.
Justin się rozejrzał dookoła i razem ze mną podszedł do wysiadającego kierowcy.
- Wrócimy za jakiś czas. – powiedział i dalej pobiegliśmy w stronę lasu. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się, bo już nie mogłam dalej biegać. Oparłam się o drzewo.
- Coś czuję, że ktoś tu musi popracować nad kondycją? –uśmiechnął się i puścił do mnie oczko. Jednak widząc moją minę szybko dodał. –Nie martw się, razem się nią zajmiemy.
- Razem? Od razu lepiej. –oznajmiłam –Chodźmy dalej.
Szliśmy tak cicho przez około pół kilometra, aż  Justin zauważył jezioro.
- Chcesz się wykąpać? – spytał się mnie
- Wolę nie, jak zmoczę bieliznę nie będę mogła normalnie siedzieć. – spojrzałam w bok
- A kto powiedział, że musimy pływać w ubraniach? – podszedł do mnie i mnie pocałował w czubek nosa. – Chcesz tego? – tak się na mnie spojrzał, że się poddałam.
- Tak. –odpowiedziałam mu. Nie chciałam ranić jego uczuć. No dobra, nie dlatego. Sama tego chciałam.
Zdjął koszulkę. Podziwiałam jego nagi tors. Tak się zagapiłam, że zapomniałam co miałam zrobić. Potrząsnęłam głową, jakbym w ten sposób mogła odrzucić myśli od Justina i zająć się czymś innym. Niestety było to nierealne.
W spodniach Justina zaczęło coś wibrować. Telefon. Spojrzał się na mnie, wyciągnął go z kieszeni i odebrał połączenie. Słuchając tego, co mówi jego rozmówca nadal wpatrywał się we mnie. Po chwili, nic nie mówiąc się rozłączył. Wywrócił oczami i spojrzał się zawiedziony na podłogę. Musimy się zbierać. Za godzinę powinniśmy być na miejscu.
Zezłościłam się na siebie, bo to przecież przeze mnie się zatrzymaliśmy.
- Przepraszam. –wyszeptałam zakłopotana.
- Nie przez ciebie, przebiegniemy się? – Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć on już biegł, wkładając na siebie koszulkę.
Biegłam za nim, bo musiałam go dogonić. Był moją nagrodą.
Chociaż nie, nie był nagrodą. Nagrody się otrzymuje za dobre uczynki, sukcesy. Ja nic nie zrobiłam, sprawiałam same kłopoty. Był moim bohaterem, wybawcą, darem z nieba.
Nigdy nie wierzyłam w boga. Nie wierzyłam w anioły. Co do pierwszego miałam rację. Co do drugiego tylko częściowo. Bo w nie wierzyłam. Teraz wierzę. Jeden biegł tuż przede mną.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz