Gdy się obudziłam byłam sama w pokoju. Zaczęłam się
stresować. Może mnie zostawił. Jednak odrzuciłam tę myśl. Jak mógł mnie ktoś
porzucić we własnym domu?
Wstałam więc i poszłam do swojego pokoju.
Zajrzałam do szafy. Wygląda na to, że przyjechała już
dostawa ubrań dla mnie. Zastanawiałam
się skąd Justin wiedział jaki mam rozmiar.
Wybrałam czarną, skromną sukienkę z otworem na plecach.
Nigdy nie lubiłam pokazywać zbyt dużo ze swego ciała. Nie dlatego, że się
wstydziłam, ale dlatego że uważałam to za prostactwo.
Przypomniałam sobie, że Justin dzisiaj wyjeżdża. Nawet
nie wiedziałam o której godzinie. Po policzku poleciała mi jedna łza. Nie
chciałam zostawać sama. Znowu. Tyle że tym razem bez braciszka.
Założyłam ubrania w pokoju, jak najszybciej potrafiłam,
by spędzić jeszcze jak najwięcej czasu z Justinem. Włosów nie rozczesałam, były
czyste i proste. Kurczę, jak to łatwo jest mieć wszystko w zasięgu ręki.
Wyszłam przez jego pokój, zamiast przez mój. Spojrzałam
się na łózko i pomyślałam o tym, że on na nim spał. Ze mną. Lekko się
uśmiechnęłam do siebie.
Zeszłam na dół, próbując nie zabłądzić w korytarzach, aż
zastałam znajome schody. Zadowolona zbiegłam po nich jak najszybciej. Pobiegłam
do kuchni, bo to był jedyny pokój, który mi przyszedł do głowy.
Miałam nadzieję ,że zobaczę tam Justina. Szczęście mi
dopisało. Opierając się o blat Justin rozmawiał z kimś przez telefon. Podeszłam
do niego, on mnie też zauważył i od razu się rozpromienił. Dotknęłam jego
pleców i się do niego przytuliłam. On mnie objął jedną ręką, drugą nadal
rozmawiał przez telefon.
- Jak to?– Spytał się zaskoczony, a ja się od niego
przestraszona taką nagłą zmianą tonu odskoczyłam. –Dobrze… - Chyba nie wiedział
co powiedzieć. Patrzyłam się z zaciekawieniem w jego twarz, próbując wychwycić
jakieś znaki z jego mimiki. Rozłączył
się. Położył głowę na blacie. Chyba płakał. Od razu do niego podeszłam i go
przytuliłam. Chciałam go jakoś pocieszyć, ale nie wiedziałam co się stało.
- Z kim rozmawiałeś?
- Ze Scooterem – Po jego głosie poznałam, że jednak nie
płakał. Od razu mi ulżyło. – Nie jadę na trasę. Wybuchł wulkan i niebezpiecznie byłoby teraz lecieć.
- to nie leć! – wykrzyczałam
- Właśnie nie lecę. Muszę zaraz napisać o tym na
Twitterze. – Wyjął z kieszeni telefon, szybko coś wystukał, nacisnął guzik i z
powrotem schował telefon. Ucieszyłam się, że jednak spędzę z nim więcej czasu.
- Będziemy mogli spędzać ze sobą więcej czasu! –
wykrzyczałam uradowana
On się tylko smutno uśmiechnął.
- Jednak nie. Będę miał zamiast tego sesje zdjęciowe. A
tak w ogóle to wyglądasz pięknie.
- A mogłabym jechać z tobą? – Spytałam z nadzieją w
głosie. To ostatnie zignorowałam.
- Wiesz co, myślę że tak. Ale musimy się pośpieszyć,
zaraz przyjadą, więc zero gadania, tylko do roboty. –powiedział
Podeszłam do lodówki.
-Czekaj- powiedział.
Powoli do niego podeszłam.
-Tak? –spytałam się
Nie odpowiedział, tylko mnie pocałował. W usta. Od razu
się lepiej poczułam i się uśmiechnęłam do niego. – A teraz do roboty. –
powiedział. Cicho się zaśmiałam.
Wyjęłam z lodówki jogurt i zaczęłam go jeść. Gdy
skończyłam wyrzuciłam pudełko do kosza, a łyżeczkę umyłam i odstawiłam na
miejsce. Poszłam na górę umyć zęby.
Wzięłam szczoteczkę do rąk ,nałożyłam na nią pastę. Gdy
skończyłam umyłam ręce.
W lustrze zauważyłam Justina. Uśmiechnął się do mnie
wzywająco, a ja spojrzałam się do jego lustrzanego odbicia miną typu
o-co-ci-chodzi?
- Mam prośbę.- powiedział.
- Słucham. – starałam się zabrzmieć seksownie, ale mi nie
wyszło
- Mogę ci rozczesać włosy? – Dobra, spodziewałam się
wielu rzeczy, ale na pewno nie tego. Zdziwiona odparłam, że tak, a on do mnie
podszedł. Ujął moje włosy w ręce. Tak delikatnie.
Ostrożnie zaczął je czesać. Po kilku minutach ciszy nie
wytrzymałam i się do niego odwróciłam, a szczotkę mu wytrąciłam z rąk. Objęłam
jego szyję , on jedną ręką moją talię, a drugą wziął za plecy. Dosłownie
przycisnęłam moje usta do tych jego i zaczęliśmy się całować. Namiętnie. Tak z
języczkiem.
Nie chciałam i nie miałam zamiaru przerywać pocałunku. W
brzuchu zaczęło mnie coś łaskotać, przycisnęłam się bardziej do Justina.
Podniósł mnie. Owinęłam nogi wokół jego pasa, a on mnie postawił na zlewie.
Miałam nadzieję, że się nie zarwie. Chociaż teraz mnie to nie za bardzo
obchodziło. Miałam ważniejsze sprawy na głowie. Pragnęłam go. Chciałam więcej.
O wiele więcej. Ale wiedziałam, że nie mieliśmy czasu, więc nie pozwalałam
dojść do czegoś więcej. Wplótł swoje palce w moje włosy, czułam jakbyśmy byli
jednością. Przerwał pocałunek. Zawiodłam się.
- Ludzie mówią, że jestem uzależniony od heroiny. To
nieprawda. Jestem uzależniony, fakt ale nie od niej. – Powiedział, a ja go
objęłam. Nie chciałam go puszczać. Nigdy. Przyłożyłam głowę do jego klatki
piersiowej. Uwielbiałam wsłuchiwać się w bicie jego serca. Dziwne teraz biło
szybko. O wiele szybciej niż zwykle. Myślałam, że zawsze był spokojny.
Przytulaliśmy się. Nie wiem jak długo, nie obchodziło mnie to. Jedyne, czego
pragnęłam, o czym mogłam myśleć to Justin. Dotykałam go, czułam go, słyszałam
jego serce, widziałam go. Nie mogłam go puszczać. Po prostu. Nie było takiej opcji i już. Głowę lekko
oderwałam od jego klatki piersiowej i zbliżyłam moje usta do jego ucha.
- Chyba jednak dobrze, że zostałeś. –wyszeptałam.
- Tak, chyba jednak tak. – uśmiechnął się, i wyglądał na
takiego szczęśliwego. Taki też był.
Rozluźniłam nieco uścisk, by mógł lepiej oddychać. On
mnie wziął na ręce, tak bardzo delikatnie. Jakbym była szkłem, które mogło się
stłuc w każdej chwili.
- Musimy już iść- powiedział ze smutkiem w głosie
Wzięłam jego rękę. Trzymałam ją za mocno, więc ten uścisk
także rozluźniłam, nie chciałam ,żeby Justinowi tam przestała dopływać krew. Spojrzałam
się na niego. On na mnie. Wtedy zdałam sobie z czegoś sprawę. Coś ważnego.
Justin mnie dopełniał, dodawał mi odwagi. Dzięki niemu
czułam się dowartościowana. Byłam kimś. Miałam własną osobowość. Raczej nie
mogę powiedzieć, że nie mogłabym bez niego żyć. Żyłam bez niego przez
szesnaście lat. Ale z pewnością z nim żyło mi się lepiej. Naprawdę żyłam. Nie
potrafiłam sobie wyobrazić siebie bez niego. Musiałam z nim być. Takie było
moje przeznaczenie.
Czyli wychodzi na to, że jednak nie potrafiłabym bez
niego żyć? Nie wiem. Ale jedno wiedziałam. Pragnęłam siebie z nim.
Tylko z nim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz