wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 8

Gdy się obudziłam byłam sama w pokoju. Zaczęłam się stresować. Może mnie zostawił. Jednak odrzuciłam tę myśl. Jak mógł mnie ktoś porzucić we własnym domu?
Wstałam więc i poszłam do swojego pokoju.
Zajrzałam do szafy. Wygląda na to, że przyjechała już dostawa ubrań dla  mnie. Zastanawiałam się skąd Justin wiedział jaki mam rozmiar.
Wybrałam czarną, skromną sukienkę z otworem na plecach. Nigdy nie lubiłam pokazywać zbyt dużo ze swego ciała. Nie dlatego, że się wstydziłam, ale dlatego że uważałam to za prostactwo.
Przypomniałam sobie, że Justin dzisiaj wyjeżdża. Nawet nie wiedziałam o której godzinie. Po policzku poleciała mi jedna łza. Nie chciałam zostawać sama. Znowu. Tyle że tym razem bez braciszka.
Założyłam ubrania w pokoju, jak najszybciej potrafiłam, by spędzić jeszcze jak najwięcej czasu z Justinem. Włosów nie rozczesałam, były czyste i proste. Kurczę, jak to łatwo jest mieć wszystko w zasięgu ręki.
Wyszłam przez jego pokój, zamiast przez mój. Spojrzałam się na łózko i pomyślałam o tym, że on na nim spał. Ze mną. Lekko się uśmiechnęłam do siebie.
Zeszłam na dół, próbując nie zabłądzić w korytarzach, aż zastałam znajome schody. Zadowolona zbiegłam po nich jak najszybciej. Pobiegłam do kuchni, bo to był jedyny pokój, który mi przyszedł do głowy.
Miałam nadzieję ,że zobaczę tam Justina. Szczęście mi dopisało. Opierając się o blat Justin rozmawiał z kimś przez telefon. Podeszłam do niego, on mnie też zauważył i od razu się rozpromienił. Dotknęłam jego pleców i się do niego przytuliłam. On mnie objął jedną ręką, drugą nadal rozmawiał przez telefon.
- Jak to?– Spytał się zaskoczony, a ja się od niego przestraszona taką nagłą zmianą tonu odskoczyłam. –Dobrze… - Chyba nie wiedział co powiedzieć. Patrzyłam się z zaciekawieniem w jego twarz, próbując wychwycić jakieś znaki z jego mimiki.  Rozłączył się. Położył głowę na blacie. Chyba płakał. Od razu do niego podeszłam i go przytuliłam. Chciałam go jakoś pocieszyć, ale nie wiedziałam co się stało.
- Z kim rozmawiałeś?
- Ze Scooterem – Po jego głosie poznałam, że jednak nie płakał. Od razu mi ulżyło. – Nie jadę na trasę. Wybuchł wulkan  i niebezpiecznie byłoby teraz lecieć.
- to nie leć! – wykrzyczałam
- Właśnie nie lecę. Muszę zaraz napisać o tym na Twitterze. – Wyjął z kieszeni telefon, szybko coś wystukał, nacisnął guzik i z powrotem schował telefon. Ucieszyłam się, że jednak spędzę z nim więcej czasu.
- Będziemy mogli spędzać ze sobą więcej czasu! – wykrzyczałam uradowana
On się tylko smutno uśmiechnął.
- Jednak nie. Będę miał zamiast tego sesje zdjęciowe. A tak w ogóle to wyglądasz pięknie.
- A mogłabym jechać z tobą? – Spytałam z nadzieją w głosie. To ostatnie zignorowałam.
- Wiesz co, myślę że tak. Ale musimy się pośpieszyć, zaraz przyjadą, więc zero gadania, tylko do roboty.  –powiedział
Podeszłam do lodówki.
-Czekaj- powiedział.
Powoli do niego podeszłam.
-Tak? –spytałam się
Nie odpowiedział, tylko mnie pocałował. W usta. Od razu się lepiej poczułam i się uśmiechnęłam do niego. – A teraz do roboty. – powiedział. Cicho się zaśmiałam.
Wyjęłam z lodówki jogurt i zaczęłam go jeść. Gdy skończyłam wyrzuciłam pudełko do kosza, a łyżeczkę umyłam i odstawiłam na miejsce. Poszłam na górę umyć zęby.
Wzięłam szczoteczkę do rąk ,nałożyłam na nią pastę. Gdy skończyłam umyłam ręce.
W lustrze zauważyłam Justina. Uśmiechnął się do mnie wzywająco, a ja spojrzałam się do jego lustrzanego odbicia miną typu o-co-ci-chodzi?
- Mam prośbę.- powiedział.
- Słucham. – starałam się zabrzmieć seksownie, ale mi nie wyszło
- Mogę ci rozczesać włosy? – Dobra, spodziewałam się wielu rzeczy, ale na pewno nie tego. Zdziwiona odparłam, że tak, a on do mnie podszedł. Ujął moje włosy w ręce. Tak delikatnie.
Ostrożnie zaczął je czesać. Po kilku minutach ciszy nie wytrzymałam i się do niego odwróciłam, a szczotkę mu wytrąciłam z rąk. Objęłam jego szyję , on jedną ręką moją talię, a drugą wziął za plecy. Dosłownie przycisnęłam moje usta do tych jego i zaczęliśmy się całować. Namiętnie. Tak z języczkiem.
Nie chciałam i nie miałam zamiaru przerywać pocałunku. W brzuchu zaczęło mnie coś łaskotać, przycisnęłam się bardziej do Justina. Podniósł mnie. Owinęłam nogi wokół jego pasa, a on mnie postawił na zlewie. Miałam nadzieję, że się nie zarwie. Chociaż teraz mnie to nie za bardzo obchodziło. Miałam ważniejsze sprawy na głowie. Pragnęłam go. Chciałam więcej. O wiele więcej. Ale wiedziałam, że nie mieliśmy czasu, więc nie pozwalałam dojść do czegoś więcej. Wplótł swoje palce w moje włosy, czułam jakbyśmy byli jednością. Przerwał pocałunek. Zawiodłam się.
- Ludzie mówią, że jestem uzależniony od heroiny. To nieprawda. Jestem uzależniony, fakt ale nie od niej. – Powiedział, a ja go objęłam. Nie chciałam go puszczać. Nigdy. Przyłożyłam głowę do jego klatki piersiowej. Uwielbiałam wsłuchiwać się w bicie jego serca. Dziwne teraz biło szybko. O wiele szybciej niż zwykle. Myślałam, że zawsze był spokojny. Przytulaliśmy się. Nie wiem jak długo, nie obchodziło mnie to. Jedyne, czego pragnęłam, o czym mogłam myśleć to Justin. Dotykałam go, czułam go, słyszałam jego serce, widziałam go. Nie mogłam go puszczać. Po prostu. Nie  było takiej opcji i już. Głowę lekko oderwałam od jego klatki piersiowej i zbliżyłam moje usta do jego ucha.
- Chyba jednak dobrze, że zostałeś. –wyszeptałam.
- Tak, chyba jednak tak. – uśmiechnął się, i wyglądał na takiego szczęśliwego. Taki też był.
Rozluźniłam nieco uścisk, by mógł lepiej oddychać. On mnie wziął na ręce, tak bardzo delikatnie. Jakbym była szkłem, które mogło się stłuc w każdej chwili. 
- Musimy już iść- powiedział ze smutkiem w głosie
Wzięłam jego rękę. Trzymałam ją za mocno, więc ten uścisk także rozluźniłam, nie chciałam ,żeby Justinowi tam przestała dopływać krew. Spojrzałam się na niego. On na mnie. Wtedy zdałam sobie z czegoś sprawę. Coś ważnego.
Justin mnie dopełniał, dodawał mi odwagi. Dzięki niemu czułam się dowartościowana. Byłam kimś. Miałam własną osobowość. Raczej nie mogę powiedzieć, że nie mogłabym bez niego żyć. Żyłam bez niego przez szesnaście lat. Ale z pewnością z nim żyło mi się lepiej. Naprawdę żyłam. Nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie bez niego. Musiałam z nim być. Takie było moje przeznaczenie.
Czyli wychodzi na to, że jednak nie potrafiłabym bez niego żyć? Nie wiem. Ale jedno wiedziałam. Pragnęłam siebie z nim.
 Tylko z nim.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz