poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 10

Gdy już dojechaliśmy na miejsce, pobiegliśmy do budynku. Nikt nas nie zauważył i miałam nadzieję, że tak zostanie. Szłam za Justinem, a z naszych wszystkich stron jego ochraniarze. Weszliśmy do sali. Była ogromna, można by tam znaleźć wszystko, począwszy od globusów, aż po szczoteczki do zębów. Do Justina, który stał kilka metrów ode mnie podszedł mężczyzna i razem poszli do zielonej ,ściany. W połowie drogi Justin się na mnie spojrzał i się uśmiechnął. Jego uśmiech tak działał nam nie, że mimowolnie też się uśmiechałam i od razu robiło mi się ciepło.
 Byłam sama i nie wiedziałam co zrobić, ale nie żałowałam, że tu przyjechałam. Spędziłam kilka godzin więcej z moim chłopakiem.
Podeszłam do ściany, gdzie były powywieszane zdjęcia.
Na pierwszym była powieszona szatynka. Uśmiechała się. Ale był to sztuczny uśmiech, widziałam to po jej oczach. Mama kiedyś mi powiedziała, że prawdziwy uśmiech rozpoznaje się po tym, czy oczy też się śmieją.
Wyjęłam z kieszonki w sukience telefon. Postanowiłam założyć konto na Twitterze.
Wpisałam w wyszukiwarce „Twitter” i od razu mi wyskoczyła strona główna. Wybrałam opcję „załóż nowe konto”. Trzeba było wpisać e-mail.
Otworzyłam nową kartę (przez przypadek odkryłam jak) i teraz wpisałam „e-mail”.
Po trzydziestu minutach męki otworzyłam Twittera.
„Wybierz nazwę użytkownika”
Zastanowiłam się. Miałam dwa imiona.[T.i] [T.n] było moim prawdziwym. Ale miałam jeszcze inne, które sama sobie wymyśliłam. Lecz go nie używałam, bo nie miałam do nich dokumentów. Jeszcze.
Maya Sanders.
Wpadłam na pomysł. Przecież nawet jeśliby mnie ktoś spytał o dokumenty, mogłabym mu pokazać te fałszywe, na których pisałoby, że jestem pełnoletnia. Wtedy mogłabym robić co chcę, a nie posłaliby mnie do domu dziecka. Wspomnę o tym Justinowi. Najlepiej jeszcze dzisiaj.
Do Twittera wybrałam Mayę. Datę urodzenia wpisałam moją, ale rok zmieniłam. Miałam teraz osiemnaście lat.
Wyszukałam Justina. Poczytałam jego posty. Nie wiedziałam o co chodzi w tym całym Twitterze, ale spojrzałam na obserwujących. Było ich kilka milionów. Trochę się zszokowałam, nie wiedziałam że jest aż tak sławny.
Na biurku, które stało z jeden metr ode mnie leżała książka. Bez namysłu zaczęłam ją czytać. Wciągnęłam się.

Nawet nie zauważyłam jak podszedł do mnie Justin.
-Już jesteś. –zdziwiłam się
- Jesteśmy tu już od kilku godzin. Lepiej idź za mną.
Szkoda, że musiałam iść za nim, miałam nadzieję że go będę mogła dotknąć.
Znów szliśmy z ochroniarzami. Wyszliśmy. Stała tam masa ludzi. Wystraszyłam się. Zdążyli mi zrobić kilka zdjęć. Serce mi biło bardzo szybko. Dosłownie wskoczyłam do limuzyny, Justin już tam był.
- Justin, muszę z tobą porozmawiać. Na poważnie. –Powiedziałam szybko
- O co chodzi? – spytał się zaniepokojony
- Muszę mieć załatwioną sekretną tożsamość. Muszę mieć fałszywe dokumenty. Zrobili mi zdjęcia! Co jak mnie poślą do domu dziecka?
Po chwili namysłu mi odpowiedział.
- Rozumiem o co ci chodzi, słodka, wiem o tym. Pojedziemy później, dobrze?
Przytaknęłam, na znak że się zgadzam.
- Jedziemy teraz do domu? –zapytałam się
- Tak, a gdzie byś chciała pojechać?
- Nie wiem. Myślałam nad jeziorem. Co ty na to? –uśmiechnęłam się wyzywająco
- Kiedyś na pewno. – Zaśmiał się – Mogę zrobić nam zdjęcie i wstawić na internet? Wiesz, jak zobaczą nie od razu cię zapytają o dokumenty.
- Ale co im powiesz? Znaczy się o mnie? Że kim dla ciebie jestem?
- Moją dziewczyną, jeśli tobie to odpowiada. – Zrobiło mi się bardzo miło.
- Jasne, ale wolałabym innym razem.
- Okej. Aha, [T.i] dzisiaj się wybieram na imprezę, czy zechciałabyś mi towarzyszyć? –wyszczerzył zęby
W odpowiedzi go pocałowałam.
- Lubię jak mi tak odpowiadasz. – Pięknie się uśmiechnął.
Przygryzłam wargę i pocałowałam go po raz drugi, mocniej. On mnie objął, odwzajemniając pocałunek i po chwili już leżeliśmy, całując się. Po kilku minutach jednak przestaliśmy, a ja westchnęłam.
- Justin? – Próbowałam nawiązać łączność
- Tak? – I nawiązałam.
- Czy na tą imprezę się będę miała jak pomalować? Wiesz, chciałabym spróbować czegoś nowego.
Spojrzał na mnie i odgarnął mi kosmyk włosów z twarzy.
- Oczywiście. Wszystko masz w łazience. – przerwał – Ale będę mógł ci wybrać sukienkę? Proszę.
- Jeśli nie będzie zbyt krótka to możesz.
- A dlaczego nie może być krótka?
Przewróciłam oczami.
- Bo chciałabym też mieć możliwość chodzenia, a nie cały czas siedzieć.
Zaśmiał się.
- Jesteś słodka. – Nadal się śmiał, ale wkrótce jego śmiech się przerodził w przepiękny uśmiech.
No dobra, może trochę przesadziłam, ale nie chciałabym zaliczyć wpadki.
- Ale zacznij mówić do mnie Maya, okej? – zmartwiłam się. Co jeśli w miejscu publicznym powie do mnie po imieniu? Ludzie mogliby się zorientować.
- Będzie dziwnie, ale okej.
- Założyłam konto na Twitterze. –powiedziałam
- I jak? Wiesz już co jak działa?
- Nie, ale mniejsza o to. Widziałam twój profil. Masz milion obserwujących. Dosłownie.
- Nie chcę się chwalić, ale z całego Twittera mam ich najwięcej.
Nieźle. Wow. Mój chłopak miał tak dużo fanów. Nie zdziwiłam się czemu.
Objął mnie, a ją oparłam głowę o jego ramię.
Nudziło mi się. Z nudów zaczęłam podwijać sukienkę do ud i wyżej, tak że mi ledwo nie było widać bielizny. Palcami jeździłam po udach.
-Przestań. –powiedział Justin. Zęby miał zaciśnięte. Spojrzałam na niego z miną o-co-ci-chodzi?
- Przestań. –Powtórzył i odwinął sukienkę, tak żeby była już taka, jaka powinna.
Nagle go zrozumiałam. No tak.
Chciałam go przeprosić, ale nie było mi przykro.
Pocałowałam go w policzek. Był mój. I tylko mój.
- Może już teraz pojedziemy po te dokumenty?  Szybciej je zrobią. – spytałam się
- Poszukam tylko numeru, zaraz zadzwonię. Poproszę, aby postarali się zrobić je jak najszybciej.
Wyjął więc telefon i zaczął w niego stukać. Po chwili już znalazł właściwą stronę. Przyłożył telefon do ucha i czekał. Odebrali już po pierwszym sygnale.
- Witam, tu Jack Smith.
Co? Jaki Jack? Ah, no tak. Przecież Justina wszyscy znali. Jack Smith. Zachichotałam. Justin uciszył mnie przyłożeniem sobie palca do ust.
- Więc poprosiłbym o zrobienie fałszywych dokumentów.
Zapadła długa cisza.
- Dobrze, zaraz wypełnię.
Rozłączył się i spojrzał na mnie.
- Musimy wypełnić formularz. I muszę mieć twoje zdjęcie na białym tle.
- Możemy je zrobić tutaj! – Krzyknęłam –Przecież jest biało tu, w środku. –dodałam już ciszej
Nie czekając na jego odpowiedź przybliżyłam się do ściany w limuzynie i zarzuciłam za siebie włosy.
Justin się na mnie spojrzał dziwnym wzrokiem. Nie rozumiałam, o co mu chodziło.
- Dlaczego ci tak bardzo na tym zależy? –spytał się z troską
- Bo chcę się stać Mayą i mieć możliwość pokazywania się z tobą.- wyrzuciłam z siebie
- No dobrze, ale czemu tak szybko?
Niech już zrobi to pieprzone zdjęcie i już!
- Bo nie chcę być już [T.i]! –Wykrzyczałam. Nie obchodziło mnie, że kierowca mógł mnie usłyszeć. – Chcę być Mayą, zacząć nowe życie i być z tobą!
- Myślisz, że wszystko jest takie proste? – po jego tonie poznałam, że się trochę zezłościł –Że jak będziesz miała te dokumenty, to wszystko się zmieni?! Że będziemy mogli robić co chcemy gdziekolwiek i kiedykolwiek?  -zaczął krzyczeć – Życie nie jest proste! Nie można mieć wszystkiego na życzenie! Trzeba się napracować! – Spojrzał się na mnie gniewnie.
Nigdy nie widziałam, jak się złości. Miałam nadzieję, że nigdy więcej nie zobaczę.
- Wiesz, tak się składa, że to ja więcej przeszłam w życiu. – Łzy mi zaczęły napływać do oczu. – Że to ja miałam większe trudności i… -Nie wysłowiłam się, bo wybuchłam płaczem.
Justin najpierw się we mnie wpatrywał gniewnie, ale potem przygryzł wargę i nieśmiało do mnie podszedł.
- Przepraszam. –powiedział
- Za co? – wyjąkałam
- Za to, że krzyczałem. Nie powinienem.
- To ja zaczęłam, przepraszam. – Płacz przemienił się w szloch.
Justin pieścił mnie ręką po policzku.
- Już dobrze, nie płacz. –wyszeptał kojącym głosem
Nie myśląc, rzuciłam się na niego i go przytuliłam. Objął mnie mocno i zaczął mnie głaskać po plecach.
- Ja przepraszam, naprawdę. – powiedział. Czułam w jego głosie poczucie winy.
- Ciii… Nic nie mów. – poprosiłam go
Obejmował mnie rękoma. Tak mocno, tak pewnie. Jego kark pachniał miętą. Jak ja kochałam ten zapach. Po kilku minutach przestałam łkać. Głęboko westchnęłam.  Troszkę się od niego odsunęłam i spojrzałam prosto w jego oczy.
Na moich ustach złożył ciepły i czuły pocałunek.
Gdzie ja bym bez niego teraz była?



2 komentarze:

  1. O boże ! To jest takie fajne !!
    Ja chce więcej !

    Jest możliwość byś informowała na tt ?
    @Niella_1D_Swag

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwww.. Kiedy kolejny rodzdzial ? <3<3<3

    OdpowiedzUsuń