Gdy już się ogarnęłam odeszłam od Justina i
się do niego uśmiechnęłam przez łzy.
-
Jestem głodny, chcesz coś zjeść? –spytał się
-
Więc jak ty jesteś głodny to ja mam coś zjeść tak? Nie, dzięki. Albo dobra,
tak, bo umieram z głodu. Wzięliśmy się za rękę i poszliśmy do kuchni.
Zastanawiałam
się od ilu godzin nie jadłam. Pewnie mi w szpitalu coś podawali przez
kroplówkę. Zamarłam. Szpital.
-
[T.i], co się stało? –spytał zdenerwowany
- Szpital
–powiedziałam patrząc się na podłogę –
Nie zapłaciłam za szpital! – teraz przekierowałam wzrok na Justina.
-
Jesteś niesamowita. Potrafisz tak wystraszyć człowieka. I nie martw się o
głupoty, ja zapłaciłem. – Zabawiony przewrócił oczami. – Słuchaj, muszę ci coś
powiedzieć –dodał jakby sobie właśnie coś przypomniał. Trochę się wystraszyłam.
Nie wiedziałam co mnie czeka.
- Jutro
wyjeżdżam. Jadę na tour. Chcesz pojechać ze mną?
-
Jasne! –Wykrzyczałam uradowana i dałam mu sójkę w bok - Po co mnie straszysz?
-
Ja?! Kto tu kogo straszy? – Oboje się zaśmialiśmy, a on mnie przytulił. Tak po
prostu. Dla przyjemności. Bardzo miłe.
Zeszliśmy
na dół, do kuchni i zastaliśmy tam Pattie.
-
Hej! – wesoły Justin podszedł do niej i dał jej buziaka w policzek.
Przypomniało mi się jak i ja dawałam mojej mamie buziaki w policzek. Dwa lata
temu.
-
Zrobiłaś kolację. – powiedział – Usiądźmy do stołu.
Nieśmiało
zajęłam miejsce naprzeciwko Justina. Jego mama usiadła koło niego.
-
Mamo? –zaczął Justin. Miał cudny głos.
-
Tak ,synu?
-
Jutro jadę na to tournée, pamiętasz? Mogę zabrać ze sobą [T.i.], prawda? –
uśmiechnął się do mnie i puścił mi oczko
-
Biebs… Raczej nie.
-
Co?! – wykrzyknął
Brzuch
mnie bardzo zaczął boleć. Zrobiło mi się niedobrze.
-
Znacie się dopiero od kilku dni, a poza tym to niebezpieczne. [T.i.] nie jest
jeszcze pełnoletnia, a niebezpiecznie byłoby wam się pokazywać razem. No wiesz,
paparazzi zrobią kilka zdjęć i już po [T.i]. Pójdzie do domu dziecka, a sprawa
sądowa będzie się toczyła nie wiadomo ile lat.
No w
sumie prawda. Zawsze miałam kompleksy dotyczące tego, kim jestem, z jakiej
rodziny pochodzę. Poza tym nie mogę zostawić Emila. Co ja sobie myślałam, że
się wproszę do czyjegoś domu i będę za kimś łazić do końca życia? Już są tacy
dobrzy, że pozwalają mi zamieszkać u nich. Poza tym jakby mój ojciec (nie
wiadomo jakim sposobem) mnie zobaczył, dostałby szału i by po mnie przyszedł.
Po nas. Po mnie i po Emila.
-
Ale, mamo!
-
Justin! –Przerwała mu głośno. – Wybrałeś takie życie, to był twój wybór.
Jedziesz sam i koniec.
Justin
wstał i obrócił się w miejscu.
-Chodź,
[T.i.],idziemy na dwór. – Wziął swój talerz, więc ja też wzięłam swój. Na dworze
było ciemno. Już przestało mżyć.
Usiedliśmy,
oboje po przeciwnej stronie szklanego stolika.
-
Więc… Wyjeżdżasz, tak? – Grzebałam widelcem w moim spaghetti. – Na ile? –
spojrzałam na niego
- Słodka,
wylatuję do Rosji na koncert. Potem jadę do Francji i Australii. Wiesz, nie
będę miał czasu żeby cokolwiek robić. Cały czas tylko próby, koncert meet &
greet. Od czasu do czasu będę wchodził na Twittera, ale…
- Na
co? –Przerwałam mu
-
Twitter, taki portal społecznościowy na którym zamieszczam różne zdjęcia i
wpisy – Nie rozumiem.
Kiwnęłam
głową.
-
Mów dalej. – poprosiłam go
- To
już wszystko. Wróce za dokładnie cztery dni. Będę dzwonił. – Wyjął z kieszeni
jakieś urządzenie je mi zademonstrował.
- To
telefon –powiedział
-
Wiem, widziałam reklamy na ulicy. To ,że
jestem bezdomna nie znaczy, że jestem głupia. –Trochę się obraziłam.
-
Czy ja powiedziałem, że jesteś głupia? I nie jesteś bezdomna! Owszem. Byłaś,
ale to minęło. Więc dalej. Wiesz jak działa?
-
Tak, widziałam jak go używają. Wiem jak się dzwoni, wysyła wiadomości i
odbiera.
-
Super. –uśmiechnął się z ulgą, pewnie dlatego, że nie musiał nic tłumaczyć.
Pocałował mnie w czoło.
Zabraliśmy
się za jedzenie. Panowała nieco niezręczna cisza.
-
Ale naprawdę będziesz dzwonić, prawda? –wydusiłam z siebie
-
Codziennie. W każdej wolnej chwili. – przyrzekł
-
Justin. – powiedziałam. Tylko powiedziałam, nic więcej.
-
Będę tęsknić. Chodźmy spać. Talerz zostaw, sprzątaczka sprzątnie.
-
Dobrze.
Wzięłam
go za rękę i ją mocno ścisnęłam przez chwilę. Chciałam go tylko poczuć.
-
Możemy tam iść? –Zapytałam wskazując na drzewo jakieś sto metrów stąd. Chciałam
spędzić tą ostatnią noc fajnie.
Nie
odpowiedział, tylko wziął mnie na ręce i poszedł na wskazane przeze mnie
miejsce. Położył mnie na trawie, a sam się położył bokiem do mnie.
Pocałował
mnie w czoło. Ale ten pocałunek był inny. Tak mało wartościowy. Tak nic
nieznaczący.
Pocałowałam
go w usta. Mocniej i coraz mocniej. Justin mnie przycisnął do siebie. Pragnęłam
go. On pragnął mnie. Tak jak nigdy wcześniej. Ale nadal nie mogłam odpowiedzieć
na pytanie, czy go naprawdę kocham. Nigdy nikogo nie kochałam, oprócz mamy i
Emila. Ale to inna miłość. Bardzo lubiłam Justina, owszem, był moim wszystkim,
ale czy naprawdę byłam zakochana? Okaże się to w następnych dniach. Co poczuję,
gdy wróci.
Ciekawe,
czy on mnie kocha. Skończyłam pocałunek i położyłam się głową jego klatce
piersiowej.
-
Jesteś piękna. –powiedział
Nieprawda.
-
Dzięki. Jesteś słodki.
-
Ale nie taki jak ty. – Znowu mnie pocałował. Szczerze? Miałam tego trochę dość.
Nie moglibyśmy się przez ten rok pokazywać publicznie, tylko cały czas siedzieć
w domu?
Nie,
nie kochałam go. Byłam w nim tylko zauroczona. Ale czy aby na pewno? W życiu nie
można być pewnym niczego. Nie można nikomu ufać. Jednak ja mu ufałam. Ślepo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz